Backyard Ultra doczekał się wersji triathlonowej. W Zellingen w Bawarii rozegrano pierwszy Backyardman, w którym zamiast biegowej pętli co godzinę zawodnicy ruszali na krótki triathlon co dwie godziny. Wygrały dwie Niemki, Jessica Ittner i Hanna Schramm, po 33 pętlach i 66 godzinach ścigania.
Na czym polega format
W klasycznym Backyard Ultra biegacze pokonują 6,7 km co godzinę, aż zostanie jeden. Tu pętla była dłuższa i potrójna: 500 m pływania na basenie odkrytym, około 20 km roweru wzdłuż Menu i 5 km biegu. Kto zmieścił się w dwóch godzinach, startował do kolejnej rundy. Kto się spóźnił, kończył zawody.
Start poszedł w piątek 18 września o 12:00. Ostatnie dwie zawodniczki zeszły z trasy w poniedziałek nad ranem.
Ile to jest w kilometrach
33 pętle dały według tri-mag.de łącznie 841,5 km:
- 16,5 km pływania
- 660 km roweru
- 165 km biegu
Dla porównania: to ponad cztery pełne dystanse IRONMAN w kilometrach. Rozłożone na niemal trzy doby i przerywane co dwie godziny kolejnym startem.
Dlaczego zwyciężczynie są dwie
Format „last one standing” zakłada jednego zwycięzcę. Tutaj Ittner i Schramm zdecydowały wspólnie, że kończą po 33. pętli. Organizatorzy uznali obie za zwyciężczynie, bo dla nowej odmiany nie istniał jeszcze wiążący regulamin.
Czas spędzony na trasie pokazuje, jak różnie obie rozłożyły siły. Ittner miała w sumie 47:00:10, a Schramm 51:01:14. Reszta z tych 66 godzin to przerwy między pętlami: jedzenie, przebieranie się i sen liczony w minutach.
Jak poradziła się reszta stawki
Wystartowało 41 osób, a tylko ośmioro dotarło do 20 pętli albo dalej. Najlepszy z mężczyzn, Nicolas Kiesel, zatrzymał się na 21 pętlach, czyli dwanaście mniej niż zwyciężczynie. Nele Wormsbächer skończyła na 20.
W takim formacie o wyniku decyduje nie tempo pojedynczej pętli, tylko to, co dzieje się między nimi. Jedzenie, sen liczony w minutach i gotowość, żeby co dwie godziny znowu wejść do wody. Dwunastopętlowa przewaga zwyciężczyń nad kolejnym zawodnikiem pokazuje, jak dużo można na tym zyskać.