COROS zbudował markę na zegarkach z absurdalnie długą baterią. Teraz tę samą filozofię przeniósł na kierownicę. Dura to licznik rowerowy, który ma działać 120 godzin na jednym ładowaniu, i kosztuje ułamek tego, co topowe Garminy. Pytanie brzmi: czy długa bateria wystarczy, żeby triatlonista porzucił Edge’a?
Bateria, która nie ma rywala
To jest główny argument Dury. Producent deklaruje 120 godzin pracy na jednym ładowaniu w standardowym trybie GPS. Precyzyjniejszy, dwuczęstotliwościowy GPS skraca ten czas do około 70 godzin. To i tak więcej, niż konkurencja daje w trybie oszczędnym.
Do tego dochodzi panel solarny: godzina jazdy w słońcu dorzuca do dwóch godzin pracy. Ładowanie od zera do pełna przez USB-C zajmuje około 2,5 godziny. Dla triatlonisty oznacza to jedno: ładujesz raz na kilka tygodni i przestajesz myśleć o liczniku jak o czymś. Co trzeba podpinać przed każdym dłuższym wyjazdem.
Ekran, waga i wykonanie
Dura ma 2,7-calowy ekran dotykowy w technologii MIP (ten sam typ, który daje czytelność w pełnym słońcu i oszczędza energię) oraz dwa fizyczne przyciski z boku. Waży 102 gramy. Norma szczelności to IP67, przetrwa deszcz i krótkie zanurzenie, ale nie jest stworzony do długiego przebywania pod wodą.
Sercem nawigacji jest dwuczęstotliwościowy chipset GPS. Zapisuje pozycję nawet w gęstej zabudowie i w lesie, czyli tam, gdzie tańsze liczniki gubią ślad.
Gdzie Dura ustępuje Garminowi
Nawigacja to pięta achillesowa. Trasy planujesz wyłącznie z poziomu telefonu, na samym liczniku tego nie zrobisz. Mapa nie pokazuje nazw ulic, a ponowne wyznaczenie trasy po zjechaniu z kursu wymaga zasięgu komórkowego. Jeśli jeździsz po znanych pętlach treningowych, nie poczujesz różnicy. Jeśli planujesz długie wyprawy w nieznany teren, to realne ograniczenie.
Dura synchronizuje się z najważniejszymi aplikacjami: Strava, Apple Health i Health Connect, więc dane trafią tam, gdzie zwykle je analizujesz.
Cena i werdykt
W USA Dura kosztuje 249 USD, w Europie 289 EUR, co w Polsce przekłada się na ok. 1250–1400 PLN. To wyraźnie taniej niż topowe liczniki Garmina, a podstawowe funkcje treningowe działają tu poprawnie.
Dla kogo to ma sens? Dla triatlonisty, który nakręca duże objętości, chce świętego spokoju z baterią i nie potrzebuje zaawansowanej nawigacji terenowej. Jeśli liczysz każdy wat na czasówce i żyjesz w ekosystemie Garmina (czujniki, mapy, segmenty), Dura Cię nie przekona. Ale jako licznik „włącz i jedź” z baterią, o której zapominasz, Dura jest jedną z najciekawszych propozycji w swoim przedziale cenowym.