Garmin MARQ Gen 3 zadebiutował 13 października i od razu ustawił nową górną granicę cenową w ofercie marki. W Polsce seria trafia do sprzedaży 5 listopada.
To nie jest zegarek dla kogoś, kto szuka najlepszego stosunku ceny do funkcji. To zegarek dla kogoś, kto chce mieć najdroższego Garmina i ma na to budżet.
Ile kosztuje
- Athlete: 10 969 zł
- Adventurer: 11 829 zł
- Golfer: 12 259 zł
- Aviator, Commander, Diver: po 13 549 zł
Dla porównania ceny amerykańskie zaczynają się od 2500 dolarów, a europejskie od 2550 euro.
Co nowego w trzeciej generacji
MARQ Gen 3 stoi na platformie Fenix 9, więc dziedziczy jej mocne strony. Ekran to 1,4 cala AMOLED w rozdzielczości 454 na 454 i szczytowej jasności 3000 nitów.
Największą nowością jest łączność. Każda wersja obsługuje połączenia głosowe i wiadomości bez telefonu, przez LTE, a wiadomości i SOS także przez satelitę w ramach usługi inReach. To wymaga jednak osobnego abonamentu, którego ceny Garmin nie podał w materiałach premierowych.
Doszły też komputer nurkowy z certyfikacją do 40 metrów, głośnik z mikrofonem oraz czujnik tętna z EKG i wykrywaniem migotania przedsionków. Obudowa to tytan grade 5 z ceramiczną ramką.
Pamięć urosła do 128 GB wobec 32 GB w poprzedniej generacji, z mapami topograficznymi całego świata wgranymi fabrycznie.
Bateria
Producent podaje do 18 dni w trybie smartwatch i do 87 godzin w trybie maksymalnej oszczędności GPS.
W teście wyglądało to skromniej, co jest normą przy takich deklaracjach. Przy stale włączonym ekranie i jednej do dwóch godzin GPS dziennie wychodziło od czterech do sześciu dni. W trybie domyślnym, z ekranem wybudzanym gestem, do piętnastu.
Za co dopłacasz względem Fenixa
Skoro to w praktyce Fenix 9 w droższym opakowaniu, warto wiedzieć, co dokładnie dostajesz ponad niego.
To więcej pamięci, fabrycznie wgrane mapy całego świata, nawigacja adresowa z podpowiadaniem wpisywanego adresu, tytan z ceramiką oraz tarcze zegara dostępne tylko w tej serii. Zapowiadana funkcja ClimbPro bez wcześniej wgranej trasy nie działała jeszcze na egzemplarzach testowych.
Co to znaczy dla triathlonisty
Żadna z flagowych nowości nie dotyczy planu treningowego. LTE to funkcja bezpieczeństwa, a tryb nurkowy z głębokościomierzem przyda się nurkowi, nie pływakowi otwartej wody.
Dla kogoś, kto śledzi obciążenie, zmienność rytmu serca i planuje mezocykle, dane są te same co w Fenixie. Dopłacasz więc za materiał, pamięć i wygląd, a nie za lepsze dane z treningu.
Co wypadło słabo
- Skórzany pasek przebarwił się po jednym spoconym bieganiu.
- Metalowej bransolety nie ma w żadnym wariancie, bo nie pozwala na to konstrukcja anteny.
- Wariant Diver nie ma integracji z butlą, którą oferuje seria Descent.
- Konfiguracja wiadomości satelitarnych jest nieintuicyjna, a na iOS nie odpowiesz nawet na odebraną wiadomość.
Werdykt
MARQ Gen 3 jest solidnie zbudowany i bogaty w funkcje. Tyle że nurkowanie i lotnictwo to obszary, które przeciętnego amatora triathlonu nie przekonają do wydania ponad dziesięciu tysięcy złotych.
Najbardziej uniwersalny z serii wygląda Adventurer. Nawet jego trudno jednak uzasadnić, jeśli ten sam zestaw danych treningowych daje dużo tańszy Fenix 9 Pro.
Dla triathlonisty trenującego od ośmiu do piętnastu godzin tygodniowo to zegarek z działu „chcę”, a nie „potrzebuję”. Jeśli argumentem jest tytanowa obudowa i wygląd na nadgarstku, kup. Jeśli szukasz najlepszych danych za rozsądne pieniądze, zostań przy Fenixie.