Stoisz w strefie startowej bez miejsca na rolki i bez przestrzeni na trucht. Albo masz wyścig w zimny poranek i nie chcesz spalić zapałek na rozgrzewce. Austriackie badanie sprawdziło nietypową alternatywę: gorącą kąpiel nóg zamiast rozgrzewki.
Wynik zaskakuje. Moc w dwunastominutowej próbie czasowej była taka sama.
Jak to sprawdzono
Pracę opublikowano we wrześniu 2026 roku w International Journal of Sports Physiology and Performance, a przygotował ją zespół z Uniwersytetu w Innsbrucku. W badaniu wzięło udział 27 kolarzy (20 mężczyzn i 7 kobiet), w wieku średnio 25 lat i z objętością treningową ok. 9 godzin tygodniowo.
Każdy przeszedł przez trzy warianty w losowej kolejności, a potem jechał dwunastominutową próbę czasową:
- klasyczna rozgrzewka na rowerze,
- zanurzenie nóg w wodzie o temperaturze 42 stopni przez 45 minut, bez pedałowania,
- jedno i drugie razem.
Moc bez różnic
Średnia moc w próbie wyniosła 259 W po klasycznej rozgrzewce, 255 W po samej kąpieli i 257 W po połączeniu obu. Różnice nie osiągnęły progu znamienności statystycznej (p = 0,308).
Bez różnic było też tętno, nasycenie tlenem mięśnia i współczynnik wymiany oddechowej. Warto odnotować, że łączenie obu metod nie dało nic ponad to, co dawała każda z osobna.
Gdzie różnice jednak były
Trzy rzeczy wyszły inaczej i warto je znać, zanim przeniesiesz to na własny start.
Mleczan przed startem. Po samej kąpieli wynosił 1,16 mmol/l, po klasycznej rozgrzewce 4,01, a po połączeniu obu 4,55. Kąpiel ogrzewa mięśnie, ale nie uruchamia metabolizmu tak jak ruch.
Pobór tlenu na starcie. Po kąpieli był niższy niż po rozgrzewce, z wyraźnie stłumioną reakcją przez pierwsze dwie minuty. Potem krzywe się zrównywały.
Trzecia różnica jest najbardziej praktyczna.
Odczuwany wysiłek na mecie był po samej kąpieli wyższy niż w pozostałych wariantach. Ta sama moc kosztowała więcej subiektywnego cierpienia.
Co to znaczy w praktyce
Autorzy formułują wniosek ostrożnie. Gorąca kąpiel nóg jest realną alternatywą wtedy, gdy klasyczna rozgrzewka jest utrudniona. Nie piszą, że jest lepsza.
W triathlonie takich sytuacji jest sporo. Strefa zmian zamykana na godzinę przed startem. Zimny poranek, w którym trucht w piance to droga do przegrzania. Zawody, gdzie dojście do wody zajmuje kwadrans i cała rozgrzewka zdąży wywietrzeć.
Jest jednak haczyk logistyczny. 45 minut w wodzie o 42 stopniach to nie jest coś, co zorganizujesz w namiocie startowym. To rozwiązanie dla miejsc, gdzie masz dostęp do wanny albo przenośnej balii, czyli raczej dla zawodowca z ekipą niż dla amatora na parkingu.
Czego to badanie nie mówi
Testowano dwunastominutową próbę czasową na rowerze, a nie triathlon. Nie wiadomo, jak kąpiel zadziała przed pływaniem w zimnej wodzie, gdzie rozgrzewka ma też zadanie oswojenia z temperaturą.
Nie wiadomo też, co stanie się przy dłuższych wysiłkach. Wyższy odczuwany wysiłek po kąpieli może nie mieć znaczenia przez dwanaście minut, ale przez osiem godzin to już inna historia.
Na razie najrozsądniej potraktować to jako plan awaryjny, a nie zamiennik. Jeśli masz gdzie się rozgrzać ruchem, rozgrzej się ruchem.