12–13 września Nicea gości mistrzostwa świata IRONMAN 70.3. Trasa dzieli się na dwie zupełnie różne połowy, i jeśli rozegrasz je tak samo, pierwsza część zniszczy Ci drugą.

Pływanie: kamienie zamiast piasku

Start i meta pływania są w Baie des Anges, Zatoce Aniołów, na plaży, która nie jest piaszczysta, to gładkie kamienie. Wejście i wyjście z wody na takim podłożu kosztuje więcej czasu niż na standardowej plaży, jeśli nie przećwiczyłeś tego wcześniej. Temperatura wody w połowie września to średnio 23°C, czyli granica dopuszczalności pianki. Spakuj obie opcje i zdecyduj rano. Poranne słońce stoi nisko nad zatoką i utrudnia orientację. Licz się z tym, że głowę do namierzania boi będziesz podnosił częściej niż zwykle.

Rower: 90 km podzielone na pół

Tu jest sedno taktyki tego wyścigu. Trasa liczy 90 km i ok. 1190 m przewyższenia, ale niemal cały podjazd skumulowany jest w pierwszej połowie.

Po 10. kilometrze, w St-Laurent-du-Var, czeka krótkie, ostre podejście ze spadkami sięgającymi 13%. To rozgrzewka przed prawdziwym testem: Col de Vence między 26. a 36. kilometrem, 9,7 km przy średnim nachyleniu 6,6%, z fragmentami przekraczającymi 10% i szczytowymi wartościami powyżej 12%. To ponad 630 m wznoszenia w jednym ciągłym podjeździe. Zaraz po nim, w okolicach Coursegoules (km 42), doczepiony jest jeszcze jeden krótszy garb, do 8% nachylenia.

Od 44. kilometra trasa się kończy jako podjazd, na pozostałych 46 km jest mniej niż 90 m dodatkowego przewyższenia. Innymi słowy: masz dwa zupełnie różne wyścigi rowerowe sklejone w jeden. Jeśli spalisz nogi na Col de Vence, łagodny teren za szczytem i tak Cię nie uratuje. Przed Tobą wciąż półmaraton.

Zjazdy: gdzie naprawdę można stracić czas

Po podjeździe czekają dwa techniczne zjazdy: 2 km z czterema spinkami przy nachyleniu ok. -4,5% (km 47), a potem długi, 11-kilometrowy zjazd między 64. a 75. kilometrem, z wieloma technicznymi zakrętami z powrotem do Nicei. Zysk z brawurowego zjeżdżania jest marginalny wobec ryzyka upadku na nieznanej trasie. To nie miejsce, żeby gonić czas kosztem bezpieczeństwa.

Strategia mocy: bądź nudny na Col de Vence

Rekomendowany schemat wygląda tak:

Pierwsze 26 km jedziesz zachowawczo, to still przed prawdziwą pracą. Na Col de Vence trzymaj tempo wyraźnie poniżej tego, co wydaje się właściwe. Najczęstszy błąd amatorów na długich podjazdach to przeszacowanie mocy na pierwszych kilometrach. Węglowodany ładuj właśnie na podjeździe, gdy żołądek najlepiej znosi jedzenie. Nie zostawiaj tego na płaski odcinek, gdzie tempo i pozycja aero utrudniają trawienie. Po zjazdach, na odcinku 44–90 km, przechodzisz w tryb odzyskiwania: wyższa kadencja, głęboka pozycja aero, oszczędzanie nóg na bieg.

Bieg: dwie pętle i pułapka przy mecie

21,1 km na Promenade des Anglais, w dwóch pętlach. Płasko i widowiskowo, ale bez cienia, z popołudniowym słońcem odbitym od chodnika i wody. Pierwszą pętlę biegnij 10–15 sekund na kilometr wolniej niż docelowe tempo na płaskiej trasie. Za podjazd na rowerze i tak zapłacisz. Druga pętla to miejsce na przyspieszenie, jeśli pierwsza była rozegrana z dyscypliną. Największa pułapka mentalna: trasa prowadzi obok strefy mety, zanim wbiegniesz na drugą pętlę. Bądź na to przygotowany.

Sprzęt: przełożenie ważniejsze niż aero

Na tej trasie liczy się bardziej dobór przełożeń niż aerodynamika. Pełna geometria czasowa to standard, ale przy tylu podjazdach i technicznych zjazdach rower szosowy z doczepianymi lagami aero jest sensowną alternatywą. Najgorszy błąd sprzętowy na Col de Vence to zbyt twarde przełożenie z przodu i z tyłu, kombinacja typu 39×25 jako najlżejsza przekładnia to prosta droga do zmęczenia nóg na tym podjeździe, jeszcze przed najtrudniejszą częścią wyścigu.

Cztery rzeczy, o których zapominają amatorzy

Wejście i wyjście z kamienistej plaży zjada więcej czasu, niż myślisz. Decyzja o piance przy 23°C wymaga planu B, nie improwizacji rano. Niedostateczne przełożenia na Col de Vence potrafią zrujnować cały drugi odcinek trasy. Dla lecących z daleka to największa niekontrolowana zmienna całego startu. Organizm, który nie przestawił się na czas lokalny, traci więcej niż przez brak jednego treningu interwałowego w tygodniu poprzedzającym wyjazd.