Zawodnicy rozkładali już numery na rowerach, kiedy organizatorzy ogłosili, że startu nie będzie. IRONMAN Calella-Barcelona miał się odbyć w niedzielę 4 października. Decyzja zapadła w sobotę, kilkanaście godzin przed wystrzałem.
Na liście startowej było ponad 3300 zawodników. To impreza wyłącznie dla amatorów, bez wyścigu zawodowców.
Co się stało
Władze Katalonii uruchomiły fazę alarmową planu przeciwpowodziowego INUNCAT. Powodem była prognoza wyjątkowo intensywnych opadów, którym mógł towarzyszyć silny wiatr i trąby powietrzne.
Ograniczenia objęły 20 obszarów, w tym region Maresme, gdzie leży Calella. Obowiązywały od godziny 20:00 w sobotę do 14:00 w niedzielę. To praktycznie całe okno, w którym miał się rozegrać wyścig.
Na ten czas zawieszono w regionie wszystkie imprezy sportowe i aktywności na wolnym powietrzu. Organizatorzy potwierdzili odwołanie w sobotę. Argumentowali, że prognozowane warunki stwarzały realne ryzyko dla zawodników, wolontariuszy, widzów, personelu i mieszkańców.
Drugie odwołanie w dwa tygodnie
Tydzień wcześniej z podobnego powodu odpadł IRONMAN 70.3 Nowy Jork. Tam winowajcą był sztorm nadciągający od wybrzeża, a decyzja również zapadła w przeddzień startu.
Dwie odwołane imprezy w ciągu dwóch tygodni, obie z powodu pogody, obie dzień przed startem. Calella leży nad samym morzem, podobnie jak trasa nowojorskiej połówki.
Co to znaczy dla zapisanych
Dla osób, które szykowały się do Calelli od miesięcy, zostaje dojazd, urlop i gotowa forma bez wyścigu. IRONMAN w takich sytuacjach zwykle proponuje przeniesienie zapisu na inną imprezę w swojej serii. Szczegóły dla konkretnych zawodów organizator ogłasza jednak dopiero w kolejnych dniach.
Jeśli Barcelona miała być wyścigiem kwalifikacyjnym albo celem sezonu, warto śledzić komunikaty organizatora. Po dwóch odwołaniach z rzędu presja na pozostałe jesienne starty w Europie może wzrosnąć, a wolnych miejsc nie przybędzie.