Lanzarote potrafi zamienić najlepszych zawodników świata w cienie samych siebie, dlatego to, co zobaczyliśmy w sobotę 23 maja, było czymś więcej niż dwoma zwycięstwami. Lucy Charles-Barclay wróciła do ścigania po zimowej operacji i zdominowała wyścig od pierwszego do ostatniego metra. A wśród mężczyzn Sam Laidlow rozjechał rywali tak, że poprzedni rekord trasy przestał mieć znaczenie.

To był weekend, który potwierdza jedno: najtrudniejszy IRONMAN świata nagradza tylko tych, którzy są naprawdę gotowi.

Laidlow demoluje rekord, prawie 19 minut szybciej

Sam Laidlow startował na Lanzarote w 2023 roku i nie ukończył wyścigu. W sobotę wrócił po swoje. Francuz prowadził od startu do mety, z wody wyszedł z 14-sekundową przewagą nad Niekiem Heldoornem, a na rowerze odjechał całej stawce.

Jego czas na rowerze: 4:27:52, nowy rekord odcinka, ponad siedem minut szybciej niż dotychczasowy najlepszy wynik. Do drugiej strefy zmian dojechał z ponad dziesięciominutową przewagą nad Damienem Le Mesnagerem. Patrick Lange schodził z roweru dopiero jako dziewiąty, blisko 19 minut za liderem.

Finalny czas: 8:03:40. Poprzedni rekord trasy należał do Arthura Horseau, 8:22:30 z 2023 roku. Laidlow poprawił go o niemal 19 minut.

W wywiadzie po mecie Francuz nie szalał jednak z radości:

„Pierwsza rzecz, którą powiedziałem tacie po przekroczeniu linii mety, to że bardzo źle biegłem. Tak już po prostu jestem skonstruowany. Ale oczywiście jestem bardzo szczęśliwy.”

Ostatnie kilometry były dla niego bolesne mimo sporej przewagi. Sam przyznał, że przez ostatnie dziesięć minut leżał na mecie roztrzęsiony i z mdłościami. IRONMAN nigdy nie jest „w kieszeni”.

Lange bije rekord biegu, ale to za mało na złoto

Patrick Lange wszedł na trasę biegową z około 19-minutowym deficytem. Zbierał rywali jednego po drugim i awansował na drugą pozycję. Jego czas biegowy: 2:33:43, nowy rekord odcinka biegowego na Lanzarote, poprawiony o ponad pięć minut. Na metę dotarł w czasie 8:12:29.

Niemiec stanął na podium, zapewnił sobie slot kwalifikacyjny na Kona i, jak sam przyznał, myśli już o dublecie Roth/Kona na koniec sezonu.

Na trzecim miejscu zameldował się Jordi Montraveta Moya (ESP) z czasem 8:16:16. Czwarte miejsce i ostatni męski slot na Kona przypadły Damienowi Le Mesnagerowi.

Lucy Charles-Barclay: trzy tytuły, jedna operacja, zero wymówek

Kobiecy wyścig to był pokaz siły z jednym podpisem: dominacja od wody do mety.

Lucy Charles-Barclay pojawiła się na starcie po operacji z początku roku, usunięciu ścięgna mięśnia podeszwowego (plantaris), z pytajnikiem nad formą, zaledwie 16 tygodni po zabiegu. Z wody wyszła w 47:02, poprawiając własny rekord pływania na trasie (47:06 z 2017 roku) o cztery sekundy, i od razu zbudowała kilkuminutową przewagę nad rywalkami. Na rowerze i w biegu już tylko ją powiększała.

Finał? Trzeci tytuł na Lanzarote, z przewagą ponad 25 minut nad drugą zawodniczką. Tym wynikiem LCB dołączyła do Pauli Newby-Fraser jako jedyne kobiety z trzema zwycięstwami na tej legendarnie trudnej trasie. Brytyjka po mecie nie kryła emocji:

„Wrócić tutaj po tym wszystkim i wygrać po raz trzeci, to coś naprawdę wyjątkowego. Znaleźć się w towarzystwie Pauli Newby-Fraser, która jest legendą tego sportu, jest świetne.”

Drugie miejsce zajęła Nina Derron (SUI) z czasem 9:42:02, trzecia była Francuzka Nikita Paskiewiez (9:47:36), a czwarta, Rebecca Anderbury (GBR). Cała trójka z podium wywalczyła kobiece sloty na Kona.

T100 Pampeluna: Taylor-Brown wreszcie przełamuje passę

Tego samego weekendu, w kobiecym wyścigu T100 w Pampelunie, triumfowała Georgia Taylor-Brown. Medalistka olimpijska wygrała w czasie 3:38:03, dobiegając na trasie biegowej Julie Derron (druga, 3:39:23). Podium uzupełniła Amerykanka Taylor Spivey (3:41:29), która po raz pierwszy stanęła na podium T100. Dla Taylor-Brown było to pierwsze zwycięstwo w cyklu T100.

Co to znaczy dla walki o Kona 2026?

Laidlow jedzie na Roth, potem na Kona. Lange też. Lanzarote dało Francuzowi pewność, że liczby się zgadzają, i że Kona, choć szybsza nawet o godzinę, będzie zupełnie innym wyzwaniem taktycznym.

„Coraz więcej zawodników z krótkiego dystansu przychodzi na Kona z agresywnym nastawieniem, tak jak ja kiedyś. Dlatego teraz po prostu trzymam swoje liczby i liczę na solidny, kompletny występ.”

Lucy Charles-Barclay też celuje w Kona. Po Lanzarote trudno traktować ją inaczej niż jako jedną z głównych faworytek.