Stages wypuściło w 2020 roku rower treningowy ważący 57 kilogramów. Przesunięcie go po pokoju wymagało drugiej osoby. Sześć lat później firma wraca z modelem SB200: lżejszym o 25 kg, z ekranem i w niższej cenie.

Co faktycznie się zmieniło

Przede wszystkim SB20 ważył 126 funtów, czyli 57 kg. SB200 waży 71 funtów, czyli 32,3 kg. Dzięki temu producent mógł dołożyć rolki z tyłu ramy, żeby dało się rower ruszyć w pojedynkę.

Jednak pod obudową zmieniło się więcej niż masa. Bezwładność koła zamachowego wzrosła pięciokrotnie względem SB20. Natomiast pasek napędowy jest teraz dwustopniowy, z wolnym kołem, które klika przy wybiegu jak na szosie.

Najważniejsza zmiana jest jednak niewidoczna. Moc nie jest już liczona przez czujniki w korbach, tylko na hamulcu. Producent deklaruje dokładność plus minus 1 procent.

Ponadto na kierownicy pojawił się ekran LCD 2,23 cala o matrycy 128 na 32 punkty, pokazujący bieg, moc i kadencję. SB20 nie miał żadnego. Doszło też 10 programowalnych przycisków i manetki do wyboru w stylu SRAM albo Shimano.

Natomiast rama obsługuje zawodników od 147 do 208 cm wzrostu i do 136 kg masy. Również korby są dostępne w czterech długościach, od 165 do 175 mm.

Cena

SB200 kosztuje 2399 dolarów, 2199 funtów oraz 2399 euro w strefie euro. Przedsprzedaż ruszyła 5 października 2026 roku.

Zatem to o 500 dolarów mniej niż SB20 w dniu premiery, który startował z pułapu 2899 dolarów. Dla porównania Wahoo KICKR Bike Pro kosztuje 3999 dolarów, a tańszy KICKR Bike SHIFT 1999 dolarów. Stages celuje więc dokładnie w lukę między nimi.

Jak mierzy moc

Dlatego DC Rainmaker porównywał SB200 z pedałami Favero Assioma. Po kalibracji i aktualizacji oprogramowania rower trzymał się w granicach 1,5 procent od pedałów, także przy wysiłkach na 400 W.

Gorzej wypadła natomiast góra zakresu. Shane Miller, znany jako GPLama, zmierzył to przy dłuższych sprintach. Powyżej mniej więcej 450 do 480 W rower zaniża odczyt o 4 do 6 procent. W praktyce na progu i na interwałach to bez znaczenia, ale kto robi testy mocy maksymalnej, zobaczy niższe liczby niż na pedałach.

Co nie wyszło

  • Głośne wolne koło. Czyli kliknięcie przy wybiegu jest na tyle wyraźne, że przeszkadza przy cichych sesjach.
  • Niestabilny tryb ERG. Moc oscyluje, kiedy obciążenie zmienia się szybko. Producent zapowiada trzystopniowy system wygładzania.
  • Brak regulacji siodła przód-tył. W podstawowej wersji jej nie ma, więc potrzebna jest dokupowana sztyca.
  • Brak ANT+. Rower obsługuje Bluetooth, FTMS, protokół Zwift, Open Bike Control i WiFi. Kto ma starsze czujniki albo zegarek bez Bluetootha, zostaje z niczym.
  • Ślizganie paska. Recenzent trafił na to wcześniej, w egzemplarzu przedprodukcyjnym. Producent twierdzi, że w seryjnych sztukach to nie wystąpi.

Dla kogo to ma sens przed zimą

Jeśli trenujesz w domu kilka razy w tygodniu na trenażerze z własnym rowerem, SB200 upraszcza życie. Zakres regulacji obsłuży praktycznie każdego w domu, a cena plasuje go poniżej topowej konkurencji.

Istnieją jednak dwa powody, żeby się wstrzymać. Pierwszy to ANT+, bez którego część starszego sprzętu po prostu nie zadziała. Drugi to zaniżanie mocy przy sprintach, które przeszkodzi każdemu, kto regularnie testuje górę zakresu.