Hayden Wilde wystartuje w niedzielę w mistrzostwach świata IRONMAN 70.3 w Nicei po sezonie, którego wolałby nie pamiętać. Zapalenie płuc wyłączyło go na miesiące i pozwoliło ścigać się zaledwie cztery razy. Teraz mówi, że czuje się naprawdę dobrze, a dla rywali to najgorsza możliwa wiadomość.
Cztery starty zamiast jedenastu
Nowozelandczyk wchodził w 2026 rok z podwójnym planem: walczyć o tytuł na dystansie 70.3 i jednocześnie o mistrzostwo świata na krótkim dystansie. Diagnoza przekreśliła obie ścieżki. Stan zapalny płuc odebrał mu możliwość startu w części zawodów, a w kolejnych jechał wyraźnie poniżej swojego poziomu.
Bilans wygląda tak: jedno zwycięstwo i dwa trzecie miejsca z trzech startów, do tego 27. pozycja na WTCS w Hamburgu na początku lipca. Dla porównania rok wcześniej, już po ciężkim upadku na rowerze, który mógł zakończyć jego karierę, wygrał siedem z jedenastu wyścigów.
Cztery wyścigi w cztery tygodnie, na czterech dystansach
Wilde postanowił nadrobić wszystko naraz. „Mam cztery starty w cztery tygodnie, na czterech różnych dystansach, więc jest trochę inaczej niż zwykle”, tłumaczy.
Serię otworzył finał Supertri w Jersey, gdzie zajął drugie miejsce za Mattem Hauserem. W niedzielę czeka go Nicea, potem T100 na Lazurowym Wybrzeżu, a na koniec finał WTCS w Pontevedrze. Cztery formaty, jeden miesiąc.
„To był rok jak kolejka górska. Zacząłem bardzo mocno, potem złapałem stan zapalny płuc, który cofnął mnie do tyłu. Nie mogłem wystartować w kilku wyścigach, a w kilku innych pojechałem poniżej oczekiwań. Ale teraz czuję się naprawdę dobrze. Miałem bardzo dobry blok treningowy w Andorze”, mówi.
Dlaczego to ostrzeżenie dla stawki
Zdanie o dobrym samopoczuciu brzmi niewinnie tylko dla kogoś, kto nie widział Wilde w formie. Nowozelandczyk jest aktualnym mistrzem serii T100 i zawodnikiem, który po kontuzji potrafił wrócić na najwyższy poziom w kilka miesięcy.
Sam mówi też, że ta trasa mu odpowiada. To ważna deklaracja, bo o wyniku w Nicei zdecyduje Col de Vence i to, kto rozłoży na nim siły. Wilde ma profil zawodnika, który na takim podjeździe raczej zyskuje, niż traci.
W niedzielę stanie na linii obok Jelle Geensa, który celuje w trzeci tytuł z rzędu, oraz Kristiana Blummenfelta. Stawka jest tym mocniejsza, że kilku faworytów odpuściło start, żeby przygotować się do Kony.
Co obserwować w niedzielę
Pierwszy sygnał przyjdzie na pływaniu. Jeśli Wilde wyjdzie z wody w czołowej grupie, znaczy to, że płuca faktycznie pracują normalnie. Drugi moment to Col de Vence, gdzie zobaczymy, czy blok w Andorze przełożył się na moc na podjeździe.
Trzeci sprawdzian to półmaraton po zjeździe. Bieg zawsze był mocną stroną Wilde, ale po chorobie to właśnie ostatnia godzina wyścigu pokazuje, ile organizm naprawdę wytrzymał.