Weekend na pełnym dystansie w USA przyniósł dwie historie z zupełnie różnych bajek. Marten Van Riel przejechał IRONMAN Lake Placid tak, że skasował rekord trasy o kilka minut. A Paula Findlay w swoim pierwszym w życiu starcie na dystansie IRONMAN po prostu wygrała, i wbiła sobie bilet do Kony. 19 lipca w stanie Nowy Jork nie było miejsca na spokojne ściganie.

Van Riel: z krótkiego dystansu prosto po rekord

Belg, którego większość z Was kojarzy z eksplozywnych wyścigów T100 i serii 70.3, pokazał, że długi dystans też mu leży. Marten Van Riel wygrał z czasem 7:41:57 i ustanowił nowy rekord trasy Lake Placid. Poprawił poprzedni wynik o około osiem minut. Przy okazji zapisał też najszybszy bieg w historii tej trasy.

To trasa, która nie oddaje takich czasów za darmo. Lake Placid słynie z wymagającego profilu i długich podjazdów. Zejście poniżej 7:42 na takim ukształtowaniu terenu to sygnał. Forma Van Riela w tym sezonie jest przerażająco równa: od 70.3 po pełny IRONMAN.

Za nim dojechali Matthew Marquardt, 7:46:11, oraz Ben Kanute, 7:58:23.

Findlay: debiut, jakiego się nie zapomina

Po stronie kobiet działa się rzecz jeszcze rzadsza. Paula Findlay wygrała swój pierwszy w karierze wyścig na pełnym dystansie IRONMAN. Kanadyjka jest znana z mocnej jazdy i regularności w T100. Weszła na najdłuższy dystans i od razu zeszła z mety jako pierwsza, z przewagą blisko czterech minut nad drugą Martą Sánchez.

Do tego dochodzi konkret, który w tym sporcie znaczy najwięcej: kwalifikacja do mistrzostw świata IRONMAN w Konie. Debiut zakończony zwycięstwem i biletem na Hawaje to scenariusz, o jakim większość zawodniczek marzy latami.

Findlay wygrała w 8:47:43. Druga była Marta Sanchez, 8:51:30, trzecia Rachel Zilinskas, 9:04:13.

Co to mówi o sezonie

Dwie rzeczy. Po pierwsze, granica między krótkim a długim dystansem robi się coraz bardziej umowna. Zawodnicy wychowani na szybkości T100 i 70.3 wchodzą na pełny IRONMAN i od razu ustawiają poprzeczkę wysoko. Po drugie, rekordy trasy padają nie dlatego, że trasy zrobiły się łatwiejsze. Powód jest inny: tempo w światowej czołówce po prostu przyspieszyło.

Dla amatora płynie z tego jeden praktyczny wniosek: jeżeli budujesz formę pod swój pierwszy pełny dystans, nie musisz „odkładać” szybkości na później. Praca nad tempem na krótszych startach przekłada się na długi dystans bardziej, niż się wydaje.