Mila do mety, prowadzenie blisko dwóch minut, tytuł mistrzyni świata w zasięgu ręki.
Potem Solveig Løvseth zaczęła się słaniać na boki i upadła na asfalt. Obrończyni tytułu skończyła ósma, a wyścig wygrała Taylor Knibb.
Ostatnia mila
Otóż Løvseth zaczynała bieg trzecia, ze stratą 4:48 do Knibb. Wyprzedziła ją około 21. kilometra i na osiem kilometrów przed metą prowadziła już pewnie.
Natomiast wewnątrz ostatniej mili przestała nagle biec. Nie była w stanie nawet iść prosto, zaczęła zbaczać z linii, a potem upadła. Podniosła się, zrobiła kilka kroków i upadła znowu.
Relacje mówią o kilku upadkach na tym odcinku. Jedna z nich podaje, że pokonanie kolejnych 500 metrów zajęło jej około dwudziestu minut.
Zatem Knibb minęła ją na niecałym kilometrze przed finiszem i dobiegła po tytuł w 8:36:29. Løvseth dotarła na metę w 9:02:09, ponad 25 minut później, przybijając po drodze piątki kibicom.
Co mówi sama zawodniczka
Løvseth opisała to jako zmianę z sekundy na sekundę. Przeszła od pełnej kontroli do niemożności ustania na nogach.
Natomiast o przyczynie mówi ostrożnie. Podejrzewa jakąś formę przegrzania, ale zaznacza, że wciąż nie wie dokładnie, co się stało.
Zapytana, dlaczego się podnosiła zamiast zostać na ziemi, odpowiedziała krótko. Przyznała, że jest trochę zbyt ambitna, i dodała wprost, że nie chciała zaliczyć DNF.
Kilka dni później uspokajała kibiców, że czuje się już znacznie lepiej.
Ile kosztowała ta mila
Przede wszystkim dokończenie wyścigu miało wymierną wartość. Ósme miejsce w Konie utrzymało Løvseth na drugim miejscu w klasyfikacji IRONMAN Pro Series, za Laurą Philipp.
Dla porządku Philipp zamknęła sezon z 20 754 punktami i premią 200 000 dolarów. Løvseth jako druga dostała 130 000. Co do liczby jej punktów źródła się różnią, bo podają 19 460 albo 19 640.
Rachunek jest więc dość brutalny. Sam tytuł w klasyfikacji sezonu był wart 70 tysięcy dolarów różnicy, a do tego doszła przegrana nagroda za zwycięstwo w mistrzostwach świata.
Paradoks polega na tym, że to właśnie upór przy dokończeniu wyścigu uratował jej drugie miejsce w cyklu. Gdyby została na asfalcie, straciłaby także te 130 tysięcy.
Kona już to widziała
Oczywiście obraz zawodniczki pełznącej do mety w Konie nie jest nowy. W 1982 roku Julie Moss prowadziła wyścig kobiet na ostatnich metrach, upadła z wyczerpania i dopełzła na metę na czworakach.
Wyprzedziła ją wtedy Kathleen McCartney, dosłownie w ostatnich sekundach. Scena, pokazana w telewizji ABC, zbudowała mit Kony jako wyścigu, w którym można stracić wszystko na ostatnim kilometrze.
Jest jednak różnica. Moss nie miała wtedy czego tracić, bo zawodowy triathlon dopiero się rodził. Løvseth straciła tytuł mistrzyni świata i pierwsze miejsce w klasyfikacji sezonu.
Knibb i jej tytuł
Ponadto dla Taylor Knibb to pierwszy tytuł mistrzyni świata IRONMAN, po latach, w których starty na Hawajach kończyły się gorzej, niż zapowiadała forma.
Zwycięstwo przyszło nietypowo, bo o kolejności zdecydował kryzys rywalki kilkaset metrów od mety. Nie odbiera to jednak niczego jej medalowi. Z czołowej trójki jako jedyna przebiegła ostatni kilometr bez przystanku.
Pełny przebieg obu wyścigów opisaliśmy w relacji z Kony.